O autorze
Prezenterka radiowa w białostockim Radiu Akadera, żona, mama, właścicielka Białego Owczarka Szwajcarskiego. Wierzy, że życie jest proste, a jeśli pojawia się pytanie, to musi pojawić się odpowiedź. Z wykształcenia pedagog i pośrednik obrocie nieruchomościami.

O właśności ciała, zbrodni i wolności...

...czyli jak się można spodziewać - o aborcji. Temat aborcji i in vitro w naszych czasach są dla kobiet tematami codziennymi. Ktoś wciąż mówi nam, co możemy, a czego nie możemy robić. Czy możemy rodzić dzieci, czy musimy. Ale problem jest gdzieś indziej.

Temat aborcji nie jest tematem osobnym, oderwanym od innych. Nie dotyczy tylko kobiet i tylko wolności. Nie jest problemem dzisiejszego świata. Bo dzieci rodzimy i tracimy od zawsze. Rodzimy się i umieramy od zawsze. A zatem, o co chodzi? A o to, że my, ludzie, nie lubimy, gdy ktoś decyduje o nas za nas.



Zawsze zastanawiała mnie niesamowita zdolność człowieka do walki o życie, swoje i innych. Na przekór ciężkiej pracy, chorobom, torturom i trudnym warunkom atmosferycznym. Wystarczy przyjrzeć się ludziom, którzy w wielu miejscach na świecie żyją w skrajnych warunkach lub poznać historie ludzi, którzy przetrwali wojnę, czasem wojny, by dowiedzieć się, jak daleko posunięta jest w człowieku granica wytrzymałości.
I to jest piękne. Bo wiemy, że my, ludzie możemy wiele.

Wierzę w wolność. Choć powątpiewam czasem w mądrość i rozsądek ludzki, to jednak wierzę, że tylko wolność pozwoli nam stawać się mądrzejszymi. Tylko wolność daje szansę wyboru i możliwość popełniania błędów. A co za tym idzie, podejmowania mądrzejszych decyzji na przyszłość. Dzięki wolności podejmujemy ryzyko i posuwamy świat do przodu.
Wolność to także możliwość samostanowienia. Prawo do umierania jest konsekwencją prawa do życia. A jednak duża część świata tego nie akceptuje.
Ale żyć ma prawo każdy.
Każdy?


Dotychczas nie było u nas przepisów ograniczających liczbę narodzin. Choć, jak wszyscy wiedzą, na świecie te przepisy się zdarzają, ze względu na tzw. dobro ogólne. I może faktycznie lepiej byłoby te sprawę regulować. Wydawać pozwolenia na rodzenie dzieci, tak, jak się wydaje pozwolenia na ich adopcję. Trzeba przejść szkolenie, wykazać się. Bo teraz, no cóż, rodzisz dziecko - sobie radź. A co, jeśli ktoś sobie nie radzi? Może by jednak zabronić niektórym? Tylko jakie kryteria obrać, kto ma zdecydować, jaki człowiek będzie Wystarczająco Dobrym Rodzicem, żeby w ogóle dziecko mieć? A może potencjalni rodzice sami wiedzą, czy sobie poradzą? To dla tych, którzy dzieci CHCĄ. A ci, którzy nie chcą? Co z nimi... Wykastrować? Mamy społeczne prawo o tym zdecydować?

Aha, jeszcze są ci, którzy mieć dzieci nie mogą albo zachodzenie w ciążę wychodzi im opornie. Zachodzący z trudem w ciążę, zgodzą się ze mną prawdopodobnie, że dziecko w ich głowach pojawia się od chwili, gdy zachodzi do zapłodnienia, a przynajmniej, gdy zobaczą dwie kreski na teście. Wtedy myślą o tym czymś w brzuchu jak o dziecku. A na pewno jak o żywej istocie. Od kiedy jest to dziecko, a kiedy jeszcze nic nieznaczący zlepek komórek, jak dla tych, którzy ciąży nie pragną?
I tu powoli dochodzimy do sedna.

Skoro potrafimy myśleć o zlepku komórek jak o dziecku, to czy mamy prawo zdecydować o jego likwidacji? Mówiąc wprost o uśmierceniu komórek. Później już żywej istoty. Przeciwnicy aborcji krzyczą, że prawa do zabijania nie ma, zwolennicy aborcji - że owszem, bo to jest w ich ciele.
Ich ciało to ich sprawa? Pewna tego nie jestem.

W zasadzie te komórki to nie są ich, tylko tego człowieka, który się właśnie tworzy. Oni są za ten twór odpowiedzialni. To nowy genotyp, wykształci się, wyjdzie zaraz z ciała nosiciela i będzie niezależną istotą. No, za jakiś czas będzie. A z drugiej strony... skoro to coś w brzuchu to jest moje dziecko i mogę o nim decydować, to jak już wyjdzie z brzucha, to nie mogę, bo jest poza brzuchem? Ależ owszem mogę, przecież to moje dziecko i decyduje o nim do 18. roku życia. A zatem czy mogę mojego 4-latka otruć, bo jest mi niewygodnie? Bo uznałam, że słabo mi idzie to wychowanie i następnym razem pójdzie mi lepiej, bo będę na to lepiej przygotowana? A może jeśli moje dziecko będzie miało wypadek i straci nogi, to też je uśpię, no bo "jak ja będę je wychowywać"?
Brzmi głupio, prawda?
Chociaż... kiedyś zrzucono by je z urwiska...na pewno. Gdzie jest granica? Czy możemy zdecydować o śmierci istoty, ponieważ nikt się do niej nie przywiązał?
Być może.


Wracając do wolności. Społeczeństwo to taki zbiór (wolnych) jednostek, które ustalają coś między sobą i tak postępują, przynajmniej generalnie. Godzą się na przykład na to, że nie zabijają dzieci, jak im się znudzą. Osób starszych też nie, bo to przecież ludzie i powinni godnie umrzeć. Sami. Jakoś. Umawiają się też, że nie jedzą siebie nawzajem, ratują rannych i że nie zabijają przestępców, przechowują ich w takich warunkach, żeby nie mieli frajdy z życia i nie przeszkadzali innym. Rożne są umowy.

Społeczeństwa zgadzają się na wiele. Nie lubią jedynie, gdy siłą się je do czegoś zmusza. Do życia w konkretny sposób albo do umierania(!).
Wolą się na coś godzić.
Specjaliści od zarządzania ludźmi, od reklamy, socjologowie i pedagodzy zgodzą się ze mną, że najlepiej wpływa się nie siłą, lecz przekonaniem. Ludzie muszą uwierzyć, ze coś jest dla nich dobre, nawet jeśli wcześniej sami by tak nie wybrali. Najlepiej nauczyć ludzi wybierać właściwe/pożądane rozwiązanie. Zadaniem rządzących, liderów i innych autorytetów jest tak poprowadzić społeczność, by ta postępowała i wybierała, to co, liderzy uważają za słuszne. O ile przywódca potrafi te cele wyznaczać, oczywiście.

A zatem może zamiast negować i osądzać zwolenników i przeciwników aborcji, eutanazji i kary śmierci, zastanówmy się, jak prowadzić nas wszystkich w dobrą stronę? Na czym nam zależy? Czy my w ogóle wiemy, dokąd zmierzamy?Bo może wystarczy rozmawiać, opowiadać, jaki świat może być mądry i piękny, jeśli my go takim czynić będziemy?

Może wcale nie chodzi o wolność macic, penisów, władzę i inne sprawy.
Może chodzi tylko o to, że musimy szanować, to, co się na tym świecie pojawia.

A jeśli decydujemy się na uśmiercenie czegokolwiek lub kogokolwiek, to z pełną odpowiedzialnością, z szacunkiem i z właściwych pobudek.


Jak sprawdzić, czy są właściwie? Ustalić z góry? No... nie da się.

Możemy w nie indywidualnie wierzyć. Lub nie. I ta wiara jest kluczowa. Ta nasza wewnętrzna mądrość, to indywidualne przekonania sprawiały, że Niemcy podczas wojny, pomimo okrutnej ideologii, ratowali Żydów, dlatego ktoś ratuje niechciane zwierzęta, dlatego ktoś nie je mięsa. Z tego samego powodu dbamy o dzieci, a umierającym pozwalamy odejść w spokoju.
Z tego samego powodu matki nie będą ot tak zabijać swoich nienarodzonych jeszcze dzieci.

Wszyscy mamy sumienie, wolną wolę i wybieramy zgodnie z tym, co mamy w głowach i w sercach.
I żaden zakaz ani nakaz tego nie zmieni.


Złodzieje są, mordercy są, oszuści są. Choć to prawem zabronione.
Dobrzy i mądrzy ludzie też są. Choć nikt im nie każe.
Trwa ładowanie komentarzy...