O autorze
Prezenterka radiowa w białostockim Radiu Akadera, żona, mama, właścicielka Białego Owczarka Szwajcarskiego. Wierzy, że życie jest proste, a jeśli pojawia się pytanie, to musi pojawić się odpowiedź. Z wykształcenia pedagog i pośrednik obrocie nieruchomościami.

Być jak Barbie, czyli...?

Po raz kolejny o kobiecości. I ponownie optymistycznie.

Moje pokolenie wychowywało się głównie na marzeniach. W sklepach było niewiele, a jak już coś się pojawiało, to kosztowało naprawdę dużo. Czasem, jeśli rodzice byli obrotni (a moi byli), to udawało im się zdobyć prawie tak samo ładne i prawie tak samo wymarzone zabawki na targu, od Rosjan najczęściej. Zawsze coś.



Jak dla większości małych dziewczynek, tak i mi marzyły się wtedy lalki Barbie. Miałam ich wiele. Ale Prawdziwą Barbie tylko jedną. I to używaną. Dostałam ją od ojca chrzestnego, który przywiózł ją z USA. Możecie sobie wyobrazić, że mało nie pękłam ze szczęścia, kiedy dowiedziałam się, że lalka wraca ze mną do domu.
Moja Idealna Prawdziwa Lalka Barbie!

Wtedy jeszcze nie myślałam o tym, dlaczego jest najładniejsza i dlaczego tak o niej marzę. Po prostu tak było. Widziałam te lalki w telewizji, niektóre dziewczynki miały takie, więc i ja chciałam. No, oczywiście lalka też była śliczna. Jakże by inaczej? Subtelna, zgrabna, blondynka, której potem obcięłam włosy (no przecież!). Zawsze szczupła, zawsze uśmiechnięta, szczęśliwa, zawsze taka... kobieca(!).

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że moja sympatia do Barbie kształtuje moje myślenie o urodzie. Nie wiedziałam, że dzięki wpływom lalek, zacznę uważać, że ładna dziewczyna to wysoka, szczupła (najlepiej) blondynka, zawsze na obcasach. I te różowe ubrania... innych nie było, serio. Ja bez talentu do szycia, próbowałam od czasu do czasu uczynić moim "Barbiom" jakieś wyjątkowo normalne ciuchy, ale łatwe to nie było.
Dosyć szybko więc moje uwielbienie ustało, zgasło. Uznałam, że pragnienie o byciu jak Barbie jest głupie, nierealne i infantylne. Zaczęłam więc interesować się innymi rzeczami. Ale coś w tej głowie zostało, dawna sympatia skierowała moje oczy na nowe wersje kiedyś wymarzonej lalki idealnej.

Czasy się zmieniają. Barbie się zmienia.
Teraz nie tylko ubrania Barbie są różne. Teraz można wybrać styl, profesję, kolor skóry, a jak się okazało niedawno - także wzrost i figurę swojej lalki!
Co więcej, choć promowane są długie włosy (to akurat lubię), to na głowach nowych modeli Barbie pojawiają się bardzo nowoczesne fryzury, a na twarzach na przykład piegi. Jednak najbardziej rzucającą się w oczy różnicą jest to, że stara Barbie zawsze stoi na palcach, nowa - na całych stopach (twardo na ziemi?).
Odsunęłam się od idealnej Barbie dawno temu, teraz chyba pokocham ją/je na nowo.

Trochę mi nawet żal, że nie mam córki, najlepiej w wieku lalkowym, ale cóż...pokażę te modele koleżankom, może zamówią je swoim córkom... ;)





P.S. Czekam jeszcze na Barbie staruszkę.
Trwa ładowanie komentarzy...